Rzecz o Chinach, Chińczykach, chińszczyźnie i pewnym sinologu.
web stats stat24.com
RSS
środa, 31 stycznia 2007
Okno na podwórze

Tak się czasem w życiu dzieje, że coś się znienacka pierdoli. Otóż mam takie zboczenie, że lubię sobie rano włączyć ogrzewanie, żeby podnieść temperaturę w pokoju, która przez noc zdążyła spaść do 17°. Dziwactwo, wiem, ale taki już jestem. Tak było też dzisiaj. Sięgnąłem po pilota do klimatyzacji, ustawiłem grzanie, moc na maxa i poszedłem do łazienki. Kiedy wróciłem do pokoju i usiadłem na kanapie, żeby zastanowić się co skołować na śniadanie, zauważyłem, że coś jest nie tak. Szybka kontrola otoczenia – niby wszystko w porządku, ale... Olśnienie przyszło nagle – zimno tu jakoś. Popatrzyłem na klimę. Wyłączona. I to na amen, bo wywaliło korki. Zdarza się, myślę sobie, otwieram skrzynkę, przesuwam małą dzwigienkę z powrotem na ON i ponownie włączam grzanie. Cichy trzask i znowu wywaliło. Dobra, od czegoś w domu mam śrubokręt. Drapię się do klimatyzacji, zdejmuję obudowę, wykręcam klapkę i rzucam fachowym okiem na plątaninę kabli wewnątrz urządzenia. Natychmiast rozpoznaję problem: nie znam się na elektryce. Mężczyźni chyba mają to w genach i nieważne czy chodzi o samochód czy o cokolwiek innego. Jak tylko pojawi się problem, musimy spojrzeć pod maskę/obudowę i na własne oczy przekonać się, że nie mamy bladego pojęcia jak to wszystko działa. Nic to, myślę, jestem w tej komfortowej sytuacji, że mogę zwalić problem na kogoś innego.

Wchodzi WŁAŚCICIEL mieszkania.

TOMEK: O, Właścicielu Mieszkania, oto klimatyzator wziął i zepsuł się niecnie.

WŁAŚCICIEL: A w czymże problem?

TOMEK: Jak tylko go włączę to... Och, cóż za potwarz, cóż za upokorzenie – nie wiem ja, jak wyrazić to, o co mi chodzi. Kiedy włączam to to (wskazuje na korki) robi to (wykonuje ruch ręką w dół).

WŁAŚCICIEL: Korki wywala, rzec można.

TOMEK: Zaiste.

Tak sobie wesoło gaworzyliśmy i rozwodziliśmy się nad problemem, aż i on uznał, że się nie zna i zadzwoniliśmy po fachowca. W międzyczasie korki przestało wywalać i klima po prostu nie grzała, choć inne funkcje zachowała. Musiało spalić jakąś grzałkę, pomyślałem.

Wchodzi SPEC.

SPEC: Jakiż, och jakiż powód jest mego nagłego tu wezwania.

WŁAŚCICIEL (wskazując na klimatyzator): Zepsuty!

SPEC: I gdzież sprawiedliwość jest na tym świecie, który pozwala, aby tak dorodny klimatyzator firmy Mitsubishi został w kwiecie wieku strącony w otchłań wadliwości? O, Opatrzności, dlaczegoś nie czuwała przy tym bezbronnym urządzeniu i w porę nie uchroniła go od usterki? Czymże zasłużył sobie na takie upokorzenie?

WŁAŚCICIEL: To co robimy?

SPEC: Zara rzuce okiem.

Jednym susem rzuca się do okna.

WŁAŚCICIEL i TOMEK (razem): Cóż robisz, szalony?!

SPEC: Spoko, zobaczę co tam nie gra w głównej części, która jest na zewnątrz.

W ten właśnie sposób zostałem świadkiem rzeczy, która nie przeszłaby w żadnym europejskim kraju – fachura wyszedł przez okno i chodził po 50cm gzymsie bez żadnych zabezpieczeń (mieszkam na 11-stym piętrze), żeby naprawić mi klimę. Co prawda nie udało się, a ja dowiedziałem się jak jest po chińsku „kompresor” i że wymaga wymiany. Na dowód, zdjęcie:


Wieczorem przyszedł jeszcze jeden i stanęło na tym, że jutro przyjdzie ten drugi i naprawi całość bez konieczności wymiany kompresora. Póki co dostałem grzejniczek elektryczny, dzięki któremu nie zamarznę w nocy.

Jeżeli przez najbliższe parę dni nic nie napiszę, może oznaczać to, że zmarłem z wychłodzenia organizmu i należy powiadomić rodzinę i moją najdroższą Natalię.

Trzymajcie rękę na pulsie!

UPDATE: Nadal żyję. Dzisiaj przyszli fachowcy i stwierdzili, że to jednak jest wina kompresora. Dla zainteresowanych (kogo ja oszukuję): 压缩机.

16:08, ximinez
Link Komentarze (10) »
poniedziałek, 29 stycznia 2007
Zburzyć Wersal!

Jak tydzień temu, tak i w ten weekend wybraliśmy się z Łukaszem na zwiedzanie Pekinu. Tym razem padło na Yuanming Yuan (inaczej Dawny Pałac Letni), który został zburzony w wyniku drugiej wojny opiumowej w roku 1860 przez wojska zachodnich mocarstw. Dzisiaj jest to tylko smutna i mizerna pozostałość po ongiś pięknych ogrodach, gdzie cesarz Qianlong kazał wznieść pałace w stylu zachodnim, porównywane przez niektórych z Wersalem.

Dlaczego wojska anglo-francuskie spaliły do szczętu wszystko, co znajdowało się na obszarze ogrodów? Aby ukarać Chińczyków za stawianie się i pokazać im gdzie ich miejsce. Nie należę raczej do ludzi, którzy domagają się wyrównania krzywd wyrządzonych wieki temu (choć uważam, że Ukraina i Litwa to zbuntowane województwa), ale myśl o tak pięknym zakątku zrujnowanym na zawsze przez bezmózgich żołdaków wzbudza we mnie żal i złość. Nic to jednak w porównaniu do uczuć towarzyszącego nam w wycieczce znajomego Chińczyka, który co chwilę powtarzał, jaka to szkoda, że wszystko zniszczono i że chce mu się z tego powodu płakać. Trudno powiedzieć ile z tych uczuć było autentycznych, a ile na pokaz dla „zagranicznych przyjaciół”, ale wpisuje się w rzekomą tendencję Chińczyków do wiecznego rozpamiętywania krzywd sprzed wieków. Europejczykom nie mogą wybaczyć kolonizacji i wykorzystywania Kraju Środka w XIX wieku, a Japończykom okupacji i masakr z lat 1933-1945. Chyba, że robią z nimi interesy – wtedy wszystko idzie w zapomnienie, a nadziany „zagraniczny przyjaciel” witany jest z otwartymi ramionami.

Tu przypomina mi się Orwellowski doublethink (nigdy nie czytałem przekładu, niech mnie kto uświadomi jak to jest po polsku), czyli umiejętność uznawania dwóch sprzecznych światopoglądów, zmieniających się wraz z polityczną koniunkturą. Z jednej strony młodzi Chińczycy pompowani są żalem za pięknymi zabytkami cesarstwa chińskiego, na zawsze zniszczonymi przez zamorskich diabłów, a z drugiej – socjalistyczną propagandą krytykującą stare, feudalne społeczeństwo (kupiłem sobie ostatnio chiński podręcznik do historii). Japończycy odpowiedzialni są za masakry, przekręcają informacje w szkolnych podręcznikach, żeby zrehabilitować swoich zbrodniarzy wojennych.... chyba, że Wen Jiabao pojedzie do Japonii, tudzież przywita japońskiego premiera w Pekinie i podpiszą kolejny kontrakt na miliardy yuanów. Do krytyki wypaczeń partii zachęca nawet ta ostatnia (w ograniczonym, naturalnie, wydaniu), jednak zagadnięty o to Chińczyk zasłoni się wyuczonymi formułkami utwardzanymi partyjnym betonem, lub szybko zmieni temat i zacznie opowiadać o „szybkim rozwoju ekonomicznym”. Po jednym semestrze na chińskiej uczelni potrafię odmienić „rozwój ekonomiczny” (经济发展) przez wszystkie przypadki, a przynajmniej mógłbym, gdyby w języku chińskim cokolwiek się przez cokolwiek odmieniało. Niektórzy Chińczycy mogą na jednym tchu powiedzieć, że nie interesują się polityką (żeby uniknąć odpowiedzi na kłopotliwe pytania) i powiedzieć, że rozwój i sprawy kraju leżą im bardzo na sercu (żeby wyjść na dobrych obywateli). Sami nie widzą w swoich słowach żadnych sprzeczności. Ciekawe, czy do lipca uda mi się przeprowadzić z Chińczykiem choć jedną szczerą rozmowę o polityce lub na inny politycznie niepoprawny temat.

Trochę przygnębiająco wyszło, więc na poprawę humoru przedstawiam parę zdjęć z wycieczki do Yuanming Yuan. Nic specjalnego – nie dość, że to tylko ruiny, to jeszcze zima, ale rzesze fanów zaspokoi to, mam nadzieję, chociaż na chwilę.

Tu jeden z niewielu odrestaurowanych budynków:


Tradycyjny, chiński mostek z walcowanej stali + tradycyjny Chińczyk:


Ruiny pałacu w stylu europejskim:


Odbudowany z betonu labirynt:




Pałac przed...


...i po:


I na koniec najbardziej chyba znane ruiny na obszarze Yuanming Yuan:


Wpis sponsorowany jest przez szybki serwer proxy, dzięki któremu mam jako taki dostęp do blox.pl.

Big Brother is watching you!

07:59, ximinez
Link Komentarze (11) »
poniedziałek, 22 stycznia 2007
Yihe Yuan
Internet nadal działa fatalnie, więc wpis ograniczę do minimum.

Wybrałem się wczoraj, wraz ze znanym skądinąd kolegą Łukaszem, na wycieczkę do Pałacu Letniego (Yihe Yuan). Zaowocowała ona dwoma rzeczami: chorobą (mam nadzieję, że to tylko przeziębienie) oraz ponad 200 zdjęciami. Załadowanie ich tutaj byłoby zajęciem na najbliższy miesiąc, więc podaję tylko linka do galerii z wybranymi fotografiami na serwisie flickr.com:

http://www.flickr.com/photos/37892707@N00/sets/72157594469138406/

Endżoj, a ja w tym czasie wracam pod kołdrę.
13:38, ximinez
Link Komentarze (3) »
piątek, 19 stycznia 2007
Bachelor pad

Stali czytelnicy bloga pamiętają zapewne wydarzenia z przełomu sierpnia i września, związanych z poszukiwaniem mieszkania i wynikłymi z tego problemami, dlatego potrafią sobie wyobrazić moją niesłychaną radość, kiedy w końcu odebrałem klucze do mojego nowego lokum. Po bezskutecznych próbach dogadania się z kolejnymi potencjalnymi współlokatorami, którym nie odpowiadał albo termin, albo sypialnia, albo łazienka, albo niewiadomoco, postanowiłem wynająć mieszkanie jednoosobowe. Płacę nieco więcej, niż w przypadku dzielenia lokalu z kimś, ale taka widocznie jest cena świętego spokoju.

Mieszkam niedaleko mojego uniwersytetu (dla bardziej obeznanych w Pekinie: w 小西天, dwa kroki na północ od stacji metra 积水潭), w miarę nowym budynku, w którym pomieszkuje również wielu studentów BNU. Do dyspozycji mam jedną sypialnię z aneksem kuchennym i łazienką, ale właśnie tyle mi potrzeba do życia. Nie napiszę ile płacę za miesiąc, bo Bartek z Wuhanu spadnie z krzesła ze śmiechu...

Poniżej dwa zdjęcia mojego gniazdka:

DSC00547

DSC00553

Na marginesie nadmienię, że niepozmywane naczynia w zlewie nie są tu stałym widokiem, zaraz się zbiorę i zrobię z nimi porządek ;)

Na koniec smutna wiadomość – jeszcze do końca miesiąca moje wpisy będą raczej mniej, niż bardziej regularne. O powodzie można przeczytać tutaj.

06:46, ximinez
Link Komentarze (9) »
wtorek, 16 stycznia 2007
Pewne rzeczy się nie zmieniają

Muszę coś wyznać. To nie jest mój pierwszy raz w Pekinie, byłem tu już w roku 1995, cielęciem jeszcze będąc. Przez 11 lat Pekin zmienił się niemal nie do poznania. Wszędzie, jak grzyby po deszczu, wyrosły drapacze chmur, autostrady, nowe obwodnice i zachodnie sklepy. Jednakże niektóre miejsca pozostały takie, jak je zapamiętałem. Choć hol ambasady RP wydawał się wtedy duuużo większy, to jednak od razu poczułem się znajomo, kiedy zawitałem tam w sierpniu tego roku. Sklep Friendship w okolicy ambasady był otoczony rozwalającymi się budami, a teraz jest tam Starbucks i kilka innych odstawionych lokali. Będąc ostatnio w ambasadzie stwierdziłem, że mam zbyt dużo czasu i pozwoliłem sobie na spacerek po okolicy. Nogi poniosły mnie do znajomego parku Ritan Gongyuan, z którego zdjęcia przedstawiałem w poprzednich postach. Pamiętałem, że w jednym rogu parku było tycie wesołe miasteczko, z samochodzikami w kształtach zwierząt, które ujeżdżaliśmy z bratem i jeszcze jednym chłopakiem z Polski całymi godzinami. Częstokroć byliśmy tam zupełnie sami i wtedy zabawa była najlepsza. Zastanawiałem się, czy wesołe miasteczko nadal tam jest, a jeżeli tak, to jak bardzo się zmieniło i unowocześniło. Odpowiedź brzmi: w ogóle. Zatem, ze specjalną dedykacją dla mojego brackiego, przedstawiam wesołe miasteczko w parku Ritan, przy polskiej ambasadzie.

Chiny00340

Chiny00341

Aż się łezka w oku kręci :)

Jako bonus pod publiczkę, dorzucam kilka zdjęć z cyklu „Jakie te Chiny niezwykłe”:

Ściana w Ritan Gongyuan

Chiny00377

Chiny00365

Chiny00350

Chiny00342

Jourl łełrkam.

06:52, ximinez
Link Komentarze (3) »
niedziela, 14 stycznia 2007
Radio taxi, proszę czekać

Jechałem ostatnio taksówką, a podczas jazdy tradycyjnie bawiłem się aparatem, dłubałem w nosie i puszczałem dyskretne bąki w siedzenie, żeby skonfundować następnego pasażera. Z zamyślenia, w jakie popadłem podczas tych czynności wyrwało mnie radio, które kierowca akurat podkręcił. Nadawano program „Angielski dla taksówkarzy”, odcinek trzeci, zatytułowany „Oto pana reszta”. Wszyscy kierowcy w Pekinie mają obowiązek nauczyć się podstaw angielskiego przed olimpiadą w roku 2008.

Program prowadziło dwóch facetów, i kobieta, która przedstawiła się jako pani nauczyciel Wang. Jak na Wanga, to rzeczywiście całkiem nieźle mówiła po angielsku, czego nie można powiedzieć o jej dwóch towarzyszach. Kiedy przedstawiali dialog musiałem dyskretnie odwrócić się w stronę drzwi, żeby nie obrazić kierowcy moim uśmiechem. Poniżej przedstawiam fonetyczną próbkę.

-Łii arł hirł?
-Sękju. Hiirł iz jourł moneji.
-Sękju. Hiirł iz jourł szęńżł.
-Kiip ze szęńżł.
-Sękju.
-Jourl łełrkam.

Mój kierowca przez cały czas słuchał z zainteresowaniem i czekałem na moment płacenia, kiedy podam mu pieniądze i usłyszę „hiirł iz jourł szęńżł” przy wydawaniu reszty. Niestety, dosłownie minutę wcześniej zdradziłem się z faktem, że mówię po chińsku, kiedy musiałem powiedzieć kierowcy, żeby nie skręcał w prawo, tylko w lewo i tym samym wybawiłem od ogromnego problemu wypróbowania angielskiego. Wyglądał w tamtej chwili jak osoba, której właśnie zamieniono wyrok śmierci na niezbyt mocnego klapsa w tyłek.

Jourl łełrkam.

Ogłoszenia drobne:

Aaa Redakcja „Zapisków na pałeczkach do ryżu” pragnie poinformować wszystkich zainteresowanych, że od dnia jutrzejszego zmienia siedzibę. Nowa jest dużo fajniejsza od starej i nie będzie dzielona z przedsiębiorstwami koreańskimi. Z okazji przenosin zorganizowana zostanie uroczystość inauguracyjna. W programie pokazy sztucznych ogni, walki gladiatorów, pokazy tresury lwów, ekwilibrystyki i wystawa filatelistyczna.

Aa Rybę wynajmę. Makrela. Niedrogo. 692789202


15:34, ximinez
Link Komentarze (5) »
czwartek, 11 stycznia 2007
Podglądanie ptaków

Chiny są krajem niezwykłym pod każdym względem – jest to najludniejszy i najszybciej rozwijający się ekonomiczne kraj świata, a jego kultura jest najstarszą nadal istniejącą. Również flora i fauna Kraju Środka różni się od tej, którą znamy na co dzień z doświadczenia i programów BBC z Krystyną Czubówną w roli narratora. Pekin, choć zanieczyszczony, jest siedliskiem kilku niezwykłych gatunków, z których jeden chciałbym dziś szanownemu Czytelnikowi przybliżyć. Przedstawiam majestatycznego żurawia:

Żuraw na kampusie

Ten dostojny ptak szczególnie upodobał sobie stolicę Chin, gdzie jego populacja stale rośnie. Ma on w zwyczaju gniazdować na placach budowy, gdzie wije swoje gniazda, przybierające czasem formę drapacza chmur, czasami centrum handlowego, a innym razem hali sportowej. Osobnik przedstawiony na powyższym zdjęciu zajmuje się obecnie konstrukcją misternej biblioteki uniwersyteckiej.

Żurawie pojawiły się w Pekinie na szerszą skalę dobrych kilka lat temu, kiedy zaczął się boom mieszkaniowy, lecz ich populacja osiągnęła dzisiejsze poziomy wraz z ogłoszeniem Pekinu gospodarzem igrzysk olimpijskich w roku 2008. Obecnie liczba osobników tego majestatycznego ptaka jest trudna do ocenienia. Faktem jest, że trudno znaleźć w mieście ulicę, na której jakiś żuraw nie buduje w pocie czoła gniazda.

Na poniższym zdjęciu widzimy samicę żurawia karmiącą dwa pisklęta w nieukończonym jeszcze gnieździe:

Żurawie 2

Tu dwa dorodne samce pracujące ramię przy ramieniu nad budową własnych gniazd. Ten, któremu uda się stworzyć piękniejsze, przyciągnie samicę i będzie mógł założyć rodzinę:

Żurawie

Jednakże, pomimo swojej liczebności, ptak ten jest zagrożony wymarciem. Bardzo możliwe, że w roku 2008, kiedy odbędzie się w Pekinie olimpiada, populacja tego dostojnego gatunku zostanie mocno przetrzebiona. Ptaki odejdą i pozostaną jedynie ich gniazda, na świadectwo bogactwa, a niekiedy rozrzutności, Chin. I całe szczęście!!

To tyle w dzisiejszym, ornitologicznym wydaniu „Zapisków...”. Zainteresowanych florą i fauną Chin odsyłam do konkurencyjnego bloga, którego autor prowadzi obecnie analizę jakościową i ilościową Chinek, dlatego niechybnie powinno się tam pojawić parę zdań o chińskich bobrach. Bez odbioru.

15:28, ximinez
Link Komentarze (3) »
wtorek, 09 stycznia 2007
Kiedy nie ma śniegu dzieci się nudzą

Chińczycy – przeciwnie. Zawsze znajdują czas na odrobinkę ćwiczeń i ruchu, a przynajmniej takie wrażenie odnosi się spacerując po pekińskich parkach. W przeciwieństwie do Polski, gdzie parki służą głównie psom ku wypróżnianiu, w Chinach jest to miejsce spotkań, relaksu i zabawy. Nie traćcie jednak nadziei, Rodacy. W trosce o Wasze zdrowie przedstawiam poniżej kilka prostych recept na utrzymanie dobrej kondycji psychofizycznej, które nie oderwą was na długo od monitorów, przed którymi spędzacie długie godziny, przeglądając głupawe blogi ludzi piszących bzdury.

Na początek łyżwiarstwo biurowe. Ten rodzaj łyżwiarstwa uprawiać można w dowolnym miejscu znajdującym się niedaleko biura, gdzie niechybnie pracujecie i zblazowani przeglądacie strony internetowe w przerwach między kawą i wyjściem do toalety. Do wykonania niezbędnego osprzętowania potrzebne będzie krzesło (można podpieprzyć z w/w biura) i około metra metalowego płaskownika, na tyle grubego, żeby utrzymać ciężar hodowanego przez lata sadełka. Płaskownik ostrzymy wzdłuż jednej krawędzi, dzielimy na dwoje, ostrzymy oba otrzymane elementy na jednym końcu, spawamy do krzesła i włala! Teraz wystarczy tylko znaleźć kawałek lodu i ziuuu!

Łyżwy w Ritan Gongyuan

Aby połączyć przyjemne z pożytecznym można razem z kolegami z biura rozgrywać różne konkurencje, które zjednoczą załogę, podniosą kreatywność i poprawią produktywność. Wśród sugerowanych dyscyplin znajduje się sprint z wypieprzeniem pod koniec:

Zabawa na lodzie - Ritan Gongyuan

Kiedy znudzi się Wam hasanie po lodzie, można odprężyć się i przeziębić puszczając latawce. Tutaj również można popisać się kreatywnością i żyłką majsterkowicza i skonstruować swoje latające cudeńko na przykład z worków na śmieci, jak dżentelmen przedstawiony na poniższym zdjęciu:


Latawiec w Ritan Gongyuan

Gdy już zregenerujecie siły i będziecie gotowi do ponownego wysiłku, możecie oddać się pasjonującej grze w badmintona. Aby dodać grze smaczku, proponuję na miejsce rozgrywki wybrać jakieś historyczne miejsce, na przykład Ołtarz Słońca, gdzie cesarze dawnych Chin o cośtam się modlili od czasu do czasu:


Badminton w Ritan Gongyuan

Pamiętajcie, Rodacy, bierzcie przykład z Chińczyków. Wstawać mi od tych komputerów i marsz na spacer, łyżwy albo cokolwiek. Dość z wykrwawianiem oczu przed komputerem, czas zrobić coś dla siebie!

Uff, zmęczyłem się tym pisaniem... Chyba strzelę sobie piwko i obejrzę jakieś DVD ;)


11:44, ximinez
Link Komentarze (6) »
niedziela, 07 stycznia 2007
Jialefu

Jeżeli ktoś myśli, że Carrefoury i inne hipermarkety są zatłoczone w Polsce, powinien przejechać się do Pekinu. Tak wygląda niedzielne popołudnie w Carrefourze w pobliżu Zhongguancun, pekińskiej dzielnicy z elektroniką, gdzie wybrałem się po nowy telefon komórkowy:

Carrefour w Pekinie

Nabyłem to oto chińskie cudo firmy Lenovo (tej, która kupiła IBMa):

Mój nowy telefon

Ma wszystkie bajerki, jakich brakowało mi w poprzednim telefonie: wykonuje/odbiera rozmowy oraz wysyła/odbiera wiadomości. Ciągle psujący się złom, którego (nie)używałem wcześniej, mało znanej w Europie marki Nokia, wyrzucę przez okno, lub w inny sposób odreaguję frustrację, jaka narastała we mnie przez te miesiące bezskutecznej walki z chińsko-fińskim śmieciem.

Przed powrotem do Chin wymieniłem aparat fotograficzny na dużo lepszy, więc szanowni Czytelnicy mogą spodziewać większej ilości zdjęć... jak tylko naprawią podmorski kabel uszkodzony przez niedawne trzęsienie ziemi na Tajwanie, a internet przestanie być tak tragicznie wolny i wróci do swojej normalnej prędkości – wolny.

15:00, ximinez
Link Komentarze (4) »
Huilai le!

Powróciłem. Tym razem nie oczekiwała mnie kałuża na podłodze, ani inna przykra niespodzianka, choć zaskakujący był fakt, jaki rozmowny zrobił się nagle Koreańczyk. Chyba faktycznie brakowało mu towarzystwa, bo co chwilę zadawał jakieś pytania i bezskutecznie starał się podtrzymać rozmowę z osobą po 10-godzinnym locie.

Nie chcę kłaść się spać, bo nie będę mógł spać w nocy, a na zrobienie czegokolwiek produktywnego jestem zbyt zmęczony, więc pochwalę się kilkoma zdjęciami z kopenhaskiego lotniska. Wspomniałem już, zdaje się, że jest to najbardziej user-friendly lotnisko, na jakim miałem przyjemność być – dobrze rozplanowane, przyjemnie wykończone i nienachalnie oświetlone. Żeby nie być gołosłownym:

Lotnisko w Kopenhadze

Lotnisko w Kopenhadze - korytarz

Tyle na dziś. Do usłyszenia!

14:57, ximinez
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2