Rzecz o Chinach, Chińczykach, chińszczyźnie i pewnym sinologu.
web stats stat24.com
Blog > Komentarze do wpisu
Chinglish

Czyli – cieszmy się, że nikt nie kaleczy naszego języka.

Chiny się zmieniają. Wystarczy postawić parę kroków za drzwi samolotu i już zewsząd atakują nas reklamy i szyldy w języku angielskim. Gdyby zapomnieć o specyficznym zapachu, tłoku i milionach Chińczyków, można by poczuć się jak w Londynie. A jednak...

Zamawiając kawę w „Starbucks” na lotnisku (za mną długi lot, a przede mną oczekiwanie na kolegę, który inną linią przyleciał dwie godziny po mnie), postanowiłem nie pogłębiać szoku kulturowego i pierwsze zdanie na obcej ziemi wypowiedzieć po angielsku. I tu pierwsze zaskoczenie – sprzedawca odpowiada po chińsku. No kurna, wielka, międzynarodowa sieć, oddział na lotnisku i nie mówią po angielsku?! Wskazałem więc na to, co chciałem i wtedy dopiero uświadomiłem sobie, że to jednak wcale nie był chiński. Po prostu Chińczyk tak kaleczył język Szekspira, że poturbowane słowa resztkami sił docierały do moich uszu, lecz konały w mękach gdzieś pomiędzy kowadełkiem, a ślimakiem. Zapłaciłem, odebrałem kawę, rzuciłem xiexie i usłyszałem coś na kształt „jułełko”, co zapewne jest tutejszym odpowiednikiem „you’re welcome”. Zapowiadał się ciekawy rok.

Wróćmy jednak do napisów. Po uważniejszej analizie dochodzimy do wniosku, że coś tu jednak nie gra. Niby „Starbucks” to „Starbucks”, „pharmacy” też na miejscu, a i w „bookstore” nic nie dziwi, ale składnia i sposób zapisu trącą tragiczną nieznajomością języka i brakiem praktyki autora. Duże sklepy i instytucje wychodzą z tego obronną ręką, choć i tam zdarzają się wpadki, ale mniejsze przybytki straszą przyjezdnych Anglosasów fatalną angielszczyzną.

Parę dni temu przechodziłem obok kawiarenki, która wszem i wobec głosiła, iż nazywa się „Be For Time Cafe”. Chodziło tu zapewne o bycie gdzieś na czas (on time), ale takie rzeczy jak przyimki to zmora każdego języka. Podobnie ma się sprawa z zakładem specjalizującym się w zdjęciach dzieci, którego nazwa brzmi w języku angielskim: „Love You Baby Funny Photo”. Dla mnie co innego jest bardziej „funny”, niż ewentualne „photo” :) Niemniej jednak wybaczam w imieniu Anglii.

Inna sprawa, że takie rzeczy zdarzają się też na przykład na uniwersytecie. O ile w Pekinie NIE MA koszy na śmieci i wszyscy walą odpadki gdzie popadnie, o tyle na uniwersytecie, kaganku oświaty, ustawiono ładne, dwukolorowe kosze, które po jednej stronie przyjmują śmieci do powtórnego użycia (recycling), a po drugiej... no właśnie – widząc napis UNRECYCLING (powinno być non-recyclable) można domyśleć się sensu, ale tak na prawdę nie do końca wiadomo czy wrzucać to, co nie nadaje się do użytku wtórnego, czy raczej rzeczy wyprodukowane w procesie recyklingu i czekać, aż z drugiej strony wypadnie to, czym były wcześniej. A wystarczyło zapytać dowolnego studenta z zagranicy.

Jednak szyldy i nazwy firm/instytucji to nic, nic powiadam Wam, w porównaniu z koszulkami, które Chińczycy noszą dumnie na swoich zapadniętych klatach. Znając chiński często podśmiewałem się z ludzi, którzy w Europie noszą na koszulkach, lub często na własnym ciele, chińskie znaki napisane błędnie, odwrócone na wszelkie sposoby, lub po prostu nieskładające się w żadną logiczną całość. Być może Chińczycy postanowili wywrzeć na ludziach z Zachodu perfidną zemstę i kosztem godności osobistej ponosić kretyńskie napisy na koszulkach. A może po prostu napis po angielsku wygląda fajnie i nie ważne co tak naprawdę głosi. Poniżej zamieszczam kilka przykładów, które szczególnie sobie upodobałem (wszelkie błędy w pisowni wystąpiły w oryginale):

  • Seriously warms you and others round you – głosiły wielkie, białe litery na czarnej koszulce. Zapewne tekst miał być zalotny i seksowny, choć wyszło raczej śmiesznie.
  • Never to be forgotten cool – niektórzy chcą, aby pamiętano ich jako cool, ale innym to nie wystarcza, oni chcą by nigdy o nich cool nie zapomniano.
  • Performed by: Made in Osaka – nie wiem czy chodzi o koszulkę, czy osobę, która ją nosiła. W ogóle nie wiem o co tu chodzi.
  • I’m coming or am I not? Yeah, I’m coming! – mam nadzieję, że tu nie miało być podtekstu seksualnego, bo jeżeli tak, to efekt jest całkowicie odwrotny.
  • Surfer dreams is wet – może język angielski to synonim seksu w Chinach?
  • Eenglish – dokładnie w tym języku był napis na koszulce. Dodatkowo okraszony był flagą brytyjską.
  • Suck my daddy penis – mój faworyt. Koszulka była różowa, ozdobiona cekinami. Chyba za żadne pieniądze bym czegoś takiego nie założył, a chudemu Chińczykowi, na którym ją widziałem, nie przeszkadzała.

Dziś kupiłem sobie plastry z nikotyną (o rzucaniu palenia w Chinach napiszę w przyszłości), które po chińsku nazywają się „Kocham nie palić”. Nawet chwytliwe, pomyślałem, po czym zobaczyłem angielskie tłumaczenie, które brzmiało: „Love or Smoke”. Hmm, bardzo motywujące, dużo bardziej niż oryginał – palisz i umierasz w samotności, proste! Nie ma trzeciej drogi. Ciekawe jak przetłumaczyliby nasze ostrzeżenia na paczkach papierosów (tu, jeżeli w ogóle są, to małą czcionką, gdzieś z boku, tak, żeby nikt nie widział). „Palenie zabija” = „Zdychaj, śmieciu!”? :)

To oczywiście tylko kilka przykładów. Jeżeli w przyszłości natknę się na podobne, nie omieszkam ich tutaj zamieścić ku uciesze zgromadzonej gawiedzi, a póki co życzę udanego popołudnia, spędzonego na rozmyślaniu dokąd uciekać z IV RP.

P.S. Ponieważ mój fanklub zagroził, że jeżeli nie zamieszczę dowcipu z 故事报, to w najbliższych wyborach zagłosują na Kaczyńskich, postanowiłem spełnić to żądanie i wspaniałomyślnie opublikować kolejną próbkę chińskiego poczucia humoru:


- A wiesz? Mój tato powiedział mi, że ludzie pochodzą od małp.
- Bzdury... Nie wierzę!
- Naprawdę! On mnie jeszcze nigdy nie okłamał.
- Tak? No dobra. To idź i zapytaj go, w którym zoo wcześniej mieszkał.
-...

 

I tym humorystycznym akcentem kończymy dzisiejsze wydanie „Zapisków...”. Za chwilę sport i pogoda, a ja spotkam się z Państwem jak mnie najdzie ochota, o!

czwartek, 05 października 2006, ximinez

Polecane wpisy

  • SINOFORUM

    Zapraszam na SinoForum.

  • Miasto ogrodów

    Po długiej przerwie w regularnym prowadzeniu blogapostanowiłem podjąć na nowo opowieść o objeździe Chin, na który udaliśmy się zNatalią ponad rok temu. W tym (i

  • Wielkie odliczanie!

    Nowy wpis już we wtorek. Stay tuned! Dla umilenia oczekiwania proponuję rozważania nad poniższym zabytkiem kultury:

Komentarze
Gość: Sinodrom, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2006/10/05 17:43:45
UNRECYCLING? Może trzeba tam wrzucać rzeczy, które powstały z recyclingu; zostaną poddane odwrotnemu procesowi i w efekcie powstaną śmieci, które będzie można recyclingować?
Albo śmieci, z których nijak nic się nie da odzyskać...;)
-
2006/10/05 22:17:58
Pomyslow im nie brakuje na te koszulki, nie ma co. Dobre.
-
2006/10/05 23:00:43
Pokory! I mandarynskiego sie uczyc, a nie psioczyc :)
-
zblazowana
2006/10/05 23:39:04
Ty se nie myśl, że tylko w Chinach takie kwiatki są. Mnie dość dugo, za czasów mieszkania na Kochanowskiego w Warszawie bawił napis na kwiaciarni, który codziennie mijałam. Wielkimi bykami "MANNY HAPPY". W sensie, że dużo szczęścia chyba. No nie wiem :)
-
Gość: anka, 202.52.224.*
2006/10/06 04:03:51
ja z calego mojego polotorarocznego pobytu zapamietalam do dzisiaj tylko jden- napis przy sciezce w gorach (w domku letniskowych chang kai sheka, czy powyzej jego willi, czy cos tam) 'be aware of missing foot' zamiast 'watch your steps'
-
Gość: XWielebny, *.internetdsl.tpnet.pl
2006/10/06 12:11:55
daleko szukac nie trzeba, w czeskich karkonoszach, byla tablica informacyjna w kilku jezykach, a pod PL widnialo dumnie "Ludie! Pamietajtie, nie budujtie kamienne piramidki" - chodzilo o nie bawienie sie wszechobecnymi na szkaku odlamkami skalnymi :)
-
2006/10/06 15:56:12
Z kartkówki francuskiego ucznia (miało być wyznanie) : "With you I smell good". Trochę mi zajęło zanim wpadłam, że miało być "I feel good" ;)
-
heretyk0
2006/10/06 18:28:40
To ciekawe. W zasadzie ilekroć patrze na jakieś dzwoneczki z naszpikowane kanji/radicalami, albo ktoś ma takie wytatułowane, na koszulce czy gdzieś zastanawiam się nad tym czy tam naprawdę jest napisane coś sensownego... :)
-
Gość: Alicja, *.chello.pl
2006/10/06 23:24:33
A ja najbardziej kocham absolutnie poprawny napis na mojej ulubionej koszulce - VIP - VERY INTELIGENT PERSON.
Pozdrawiam
Alicja
-
2006/10/07 13:20:43
Ostatnio na trasie katowickiej mijal nas lekko zdezelowany ford escort z podluzna naklejka na klapie bagaznika. Patrze - kilka kandziorow... tylko jakies dziwne, bo naklejone do gory nogami... Dolaczam pozdrowienia dla Seby, Blazeja i Maro :D
-
Gość: K.B., *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2006/10/07 13:37:28
"poprawny napis [...] VERY INTELIGENT PERSON"
:DDDD
;)
-
2006/10/07 14:50:21
Jak ja Ci zazdroszczę tego jedzenia, nawet nie wiesz!!! wiem, że koment nie na temat, ale dopiero weszłam na ten blog, przeglądnęłam po łebkach i pewnie jeszcze tu zajrzę.
KOCHAM CHIŃSKIE ŻAAAARCIEEEE!!!
O! i witam koleżankę Sugarkę ;)
-
Gość: Orzelki, *.chello.pl
2006/10/07 21:54:44
Czesc Tomku,

fajny blog kip gojing.

Pzdr

Orzelki
-
Gość: Mada, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2006/10/08 13:10:48
Tomku, na calym swiecie dzieja sie takie straszne rzeczy z jezykiem angielskim! (I z wieloma innymi zreszta tez.) W Japonii panuje mania na bledne uzywanie jezyka francuskiego, pelno tam, jakichs salon de costam. ;)
Zainspirowales mnie do podzielenia sie woma zdjeciami: machan.fotolog.pl/
-
Gość: ced, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2008/02/14 00:26:55
makabrycznie nieśmieszne