Rzecz o Chinach, Chińczykach, chińszczyźnie i pewnym sinologu.
web stats stat24.com
Blog > Komentarze do wpisu
„Dziecko Chińczyk i dziecko Japończyk to się w zasadzie niczym nie różnią...”

„...chyba, że jest chłopczyk i dziewczynka. To wtedy już tak, jak u ludzi.”

Czyli rzecz o rasizmie w Chinach.

Wiele słyszy się i czyta o rasizmie w Chinach, ale ja zawsze spychałem to gdzieś na plan dalszy. Problem nie dotyczył mnie, niebieskookiego blondyna, zatem egzystował w mojej pamięci jako ciekawostka. Przypomniałem sobie o tym dopiero po przyjeździe na miejsce i poznaniu Jamila. Jako Hindus jest tutaj postrzegany nieco inaczej niż ciemnoskórzy (choć jego skóra do najjaśniejszych nie należy), lecz i tak nie cieszy się popularnością. Afrykanie, którzy przyjeżdżają tutaj na studia mają twardy orzech do zgryzienia – z jednej strony jest to dla nich możliwość (często jedyna) zdobycia wykształcenia, z drugiej muszą liczyć się z nienawiścią i nieufnością (ukrytą lub zupełnie otwartą) wielu Chińczyków. Nie będę się na ten temat rozpisywał, bo wystarczy zagooglać, żeby dowiedzieć się na ten temat sporo. Na ten przykład stąd .

Szczególnie uderzyło mnie jednak, że Chińczycy prawie w ogóle się z tym nie kryją. Nie żeby nawoływali do pogromów, bo często rasistowskie komentarze nie mają pejoratywnego zabarwienia, ale w ich rozumieniu przynależność rasowa jest rzeczą naturalną i w najmniejszym stopniu nie wstydliwą.

Do napisania tego... nie jestem jeszcze na bieżąco z terminologią blogową.... wątku (?) skłoniły mnie dwa wydarzenia. Otóż na wczorajszych zajęciach przerabialiśmy tekścik, który traktował o rozpoznawaniu Japończyków, Koreańczyków i Chińczyków. Wykładowca bez żadnej krępacji opowiadał o tym, że można rozpoznać ich na pierwszy rzut oka, a na koniec kazał przygotować krótkie wypowiedzi, w których przedstawimy swoje sposoby rozróżniania tych trzech narodowości. Pewnie jutro wyszedłbym na środek i skwitował sprawę jednym stwierdzeniem: „ja nie widzę różnic”, ale skubany przewidział taki wariant i powiedział, że jeżeli ktoś nie jest w tym biegły to niech opowie o tym, jak rozróżnia ludzi pochodzących z jego stron. Muszę więc przypomnieć sobie jak najwięcej stereotypów krążących śród Polaków o Niemcach i Rosjanach. Trudne to raczej nie będzie, tak na marginesie ;)

Drugie wydarzenie miało miejsce dzisiaj. Na innych zajęciach przerabialiśmy tekst o różnicach w kuchni zachodniej i chińskiej. Nuda jak fiks, ale na samym początku opisana była główna osoba dramatu, niejaki pan Lin Yutang. Otóż pan Lin miał taką filozofię życiową: mieszkać w angielskich mieszkaniach (co jest trochę zastanawiające), jeździć niemieckimi samochodami (punkt dla niego), nosić francuskie ubrania (czyli pasiaste koszule, czarne spodnie, lakierki i berecik), za żonę wziąć Japonkę i jeść tylko chińskie dania. Zanim ruszyliśmy dalej z czytaniem wykładowca przerwała i zaczęła pytać, co my o tym sądzimy. Pewien Irańczyk wspomniał, że podobno angielskie mieszkania są ciasne, a ja, zapytany o pogląd, odparłem, że pasują mi samochody i mogę zrozumieć ubrania.

- A żona Japonka? – usłyszałem.

- Wolę Polki – rzuciłem bez wahania (pozdrowienia, kotku :*).

- A dlaczego, sądzicie, pan Lin woli Japonki? – zwróciła się nauczycielka do całej klasy.

Ponieważ nikt nie kwapił się do odpowiedzi, kontynuowała sama:

- Bo są ciche, usłużne i pracowite – odpowiedziała sobie z uśmiechem. – Prawda, (tu wstawić imię, które akurat wypadło mi z pamięci)? – zwróciła się do jedynej Japonki w naszej grupie. – Japońskie żony robią tylko hai, hai, prawda?

Mówiąc hai, hai wykonała lekki ukłon, a same słowa wypowiedziała bardzo cichym i posłusznym tonem. Dziewczyna, do której adresowane było pytanie spąsowiała na twarzy, pochyliła głowę i zrobiła najgorszą rzecz, jaką mogła w tej chwili zrobić.

- Hai – powiedziała i ukłoniła się płytko.

Nauczycielka wybuchnęła śmiechem i zmieniła temat. Podejrzewam, że podobny pogląd o Japonkach pozostanie jej do końca życia. Chyba jedynym sposobem, w jaki ta biedna dziewczyna mogłaby go zmienić było wywalenie nóg na ławkę, zapalenie papierosa, ostentacyjne splunięcie na podłogę i burknięcie „ni chuja!”. Tak, chyba tylko to mogłoby zadziałać.

Za podobne komentarze nauczyciel w Europie mógłby stracić pracę (choć sam znam wielu, którzy pomimo gorszych zachowań utrzymywali się na stanowiskach przez milenia). Zacząłem zastanawiać się czy coś jest z nimi (Chińczykami) nie tak, czy to po prostu my posunęliśmy się w politycznej poprawności za daleko. Zanim zaczniecie mnie w komentarzach odsądzać od czci i wiary, dajcie skończyć. Wiadomo przecież, że nie każda Japonka codziennie gotuje piętnastodaniowy obiad i nie każdy Afrykanin w Pekinie handluje prochami, ale z drugiej strony nie spotkałem tu jeszcze głośnej i nachalnej Nipponki, a każdy w akademiku wie, że żeby kupić trawkę wystarczy pojechać na Sanlitun i „znaleźć dowolnego murzyna”. Tekst, który u nas nie przeszedłby w podręczniku, tutaj jest na porządku dziennym. Proszę bardzo, pierwsza lekcja, preparacje do tekstu: „金发碧眼 – blue-eyed blonde (refers to person of white race)”. W USA korektor szybciutko zmieniłby to na caucasian, redaktor zostałby zwolniony z wilczym biletem, a autora zamknięto by w ciemnej celi, żeby przemyślał swoje wsteczne poglądy. Ale przecież dziecko widzi, jaki kolor skóry ma druga osoba. Kwestia mnie i bardziej odpowiedniego nazewnictwa jest dla nas, Europejczyków i Amerykanów, bardzo ważna, a dla Chińczyków nie istnieje prawie w ogóle. Murzyn to po chińsku po prostu czarny człowiek (黑人).

Po zastanowieniu, doszedłem do wniosku, że ani my, ani oni nie mają racji. (!!!UWAGA – KOMUNAŁ!!!) Bo zamiast zastanawiać się, jak mówić na Afrykanów, Azjatów, Szwedów czy Eskimosów, wystarczy zapytać jak sami chcą być nazywani.

Inną sprawą jest obecny w Chinach rasizm wobec białych, który na swój użytek nazywam antyrasizmem. Wiadomo, że rasizm to dzielenie ludzi na kategorie ze względu na pochodzenie etniczne, ale słowo to ma jednoznacznie pejoratywne zabarwienie. W Chinach, jako białego, nie traktują mnie gorzej. Ba, czasami lepiej nawet! Ale automatycznie podpadam też pod kategorię „nadziany”, a co za tym idzie „można go oskubać”. Parę dni temu kupowałem owoce od ulicznego handlarza. Sprzedawał brzoskwinie i takie małe, zielone, kwaśne owoce, które wszyscy tutaj jedzą. Nie miałem na nie specjalnie ochoty, ale podał mi jednego na spróbowanie, a kiedy jadłem i starałem się zrobić dobrą minę do złego owocu, sprzedawca zapakował mi 3 jiny (1,5kg), zważył i oznajmił z uśmiechem: „50 yuanów”. O mało nie zakrztusiłem się kawałkiem tego zielonego. Za tyle pewnie mógłbym kupić tę dryndę, z której sprzedawał swoje towary. Kiedy oznajmiłem mu, że chyba upadł na głowę, stwierdził: „dobra, 30! To chiński przysmak, są bardzo zdrowe!”. W końcu kupiłem 3 jiny brzoskwiń (po normalnej cenie), ale on nadal chciał mi wcisnąć te jabłuszka. Ostatecznie zjechał do 5 yuanów, ale i tak nie wziąłem – dla zasady. Nie ze mną te numery, 我是老北京 ;)

Na tym kończy się dzisiejsza audycja. W następnym odcinku Stirlitz odkryje przed drogimi widzami tajniki ruchu drogowego w Pekinie. Jeżeli wcześniej nie zginie pod kołami taksówki, ma się rozumieć.

Porada na dziś: „jeżeli szukasz kogoś, kto może poczęstować Cię papierosem, to pamiętaj, że Koreańczycy palą w kiblu”.

BONUS: Na specjalne życzenie fanki z Polski – więcej zdjęć (póki co jedno, muszę dawkować napięcie):

Ach, jeszcze jedno. Muszę na jutro przygotować to wystąpienie o rasach, więc jeżeli ktoś wie, jak, oprócz swastyki na ramieniu i zamiłowania do rozpętywania wojen światowych, rozpoznać Niemca, niech podzieli się wiedzą ;)

czwartek, 14 września 2006, ximinez

Polecane wpisy

  • SINOFORUM

    Zapraszam na SinoForum.

  • Miasto ogrodów

    Po długiej przerwie w regularnym prowadzeniu blogapostanowiłem podjąć na nowo opowieść o objeździe Chin, na który udaliśmy się zNatalią ponad rok temu. W tym (i

  • Wielkie odliczanie!

    Nowy wpis już we wtorek. Stay tuned! Dla umilenia oczekiwania proponuję rozważania nad poniższym zabytkiem kultury:

Komentarze
Gość: krzysiek, 219.82.55.*
2006/09/14 08:55:02
ja mowie arasizm - gdy chinczycy traktuja mnie lepiej niz swoich rodakow. ale jestem juz tu pol roku - mozna sie do tego przyzwyczaic. normalka, jak "ni hao" na ulicy.
pozdrowienia z hangzhou.

-
Gość: Sinodrom, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2006/09/14 09:26:13
www.ep.tc/howtospotajap/ - How to Spot a Jap? - poradnik dla armii USA walczącej w Chinach podczas II WŚ.

www.alllooksame.com/ - All Look Same? - "rozróżnianie Azjatów"; kiedyś myśłałem, że już się nauczyłem, ale niestety... Na usprawiedliwienie powiem, że osoby na fotkach są na 99% urodzone w Stanach, więc np. pomocny stereotyp ekstrawanckiego Japończyka i skromnego w ubiorze Chińczyka nie działa ;)
-
Gość: Oliwier, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2006/09/14 09:29:41
Możesz powiedzieć o niemieckich pornolach, zamiłowaniu do solarium, kolczyków i wogóle... ;)
-
Gość: Knur, *.aster.pl
2006/09/14 10:49:42
Przekleństwa Niemców dotyczą częściej defekacji niż kopulacji, a ich kobiety są albo przeraźliwie brzydkie, albo przynajmniej chociaż nalane. Wyjątki czynią regułę.
Odnośnie komunału: co znaczy "ich"? For egzampol Mexican Americans, Latinos, Chicanos, Aztlan, *insert xxx names for fuckin' Spics here* - statystycznie człowiek aryjski uskutecznia hate-speech na okrągło, hi-hi.
-
gustaw.info
2006/09/14 11:56:16
Dla mnie rasizm to rasizm i jestem za poprawnością polityczną. Jest cienka granica pomiędzy nazywaniem człowieka o ciemnej karnacji, czarnym, czarnuchem, aż w końcu gównem.
Btw, do stereotypów Niemców możesz dodać: pijaństwo, grube brzuchy :D,
Polecam artykuł:
www.dialogonline.org/artikel_pl.php?artikel=2

Wycinek:

". Polacy wysoko oceniają kompetencje Niemców (opisując ich jako zdyscyplinowanych, pracowitych, skutecznych), natomiast kwestionują, bądź nie oceniają ich moralności (to znaczy takich cech, jak: uczciwość, życzliwość, tolerancja). Niemca widzianego polskimi oczami można określić jako »dobrego pracownika bez duszy«. Polacy, myśląc o Niemcach jako »dobrych pracownikach« w pewien sposób »odczłowieczają« ich. Nie przypisują raczej Niemcom cech ludzkich, emocjonalnych – cech »dobrego człowieka«"
-
2006/09/14 12:33:31
Znajomy Węgier nad Balatonem powiedział, że on rozpoznaje niemieckiego turystę po ciemnych skarpetkach-podkolanówkach podciągniętych tak wysoko jak się da i oczywiście klapkach na stopach (fuuu!) ;) do tego oczywiście bermudy.
Bisous!
-
gustaw.info
2006/09/14 13:18:59
Btw, w Polsce niemca można odróżnić po samochodzie :D
-
Gość: X. Wielebny, 194.183.32.*
2006/09/14 13:44:11
tak - niemca mozna poznac po najnowszym modelu bmw, audi, albo merca - ci w oplach i vw to zazwyczaj polacy. Plus do tego brzydka zona i gruby portfel - wiem co mowie, w koncu siedzialem tam ostatnio pare tygodni :)
-
Gość: K.B., *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2006/09/14 15:45:19
"- Look, it's Jackie Chan!
- Look, it's Ethan Hawk!"

Kto wie, ten wie ;)
-
Gość: , *.eris.pl
2006/09/14 15:56:12
Jak miło czyta sie Twojego bloga! :-)
Przypominają mi sie stare (niestety),dobre czasy- 10 lat temu- kiedy sama byłam na stypendium w Pekinie - wyjazd z Warszawskiej sinologii. Studiowałam na Wai guo yi da xue- sorki, nie mam mozliwości pisac znakami. Na poczatku masakra, a potem super! Pokój w akademiku masz ekstra- oczywiście jak na chińskie warunki! Jak sobie przypomnę swój to mi skóra cierpnie!
Mam pytanie- dlaczego musisz płacić za akademik? Czy stypendium tego nie zapewnia?

Pozdrowienia,
Natasza
-
2006/09/14 16:31:17
Niestety po ostatniej wizycie towarzysza Hu Jintao w Polsce zmieniła się umowa stypendialna i od dwóch lat studenci muszą sami sobie płacić za akademik. Mamy pokryte czesne, a z ambasady dostajemy 264USD. I wsio...
-
2006/09/15 02:00:58
No kurde Niemiaszki to oczywista, że spodenki podciągnięte jak najwyżej, koszulka wciśnięta za pas i obowiązkowo saszetka na wierzchu :)

Ruskiego po chwiejnym kroku, czerwonym nosie, butelką wódki i sierpie i młocie za pasem.
-
Gość: Wilq, *.chello.pl
2006/09/15 11:46:48
Moze nie dotyczy to niemcow i ruskich, ale tez wokol tematu: jak poznac dziewczyne z anglii podczas imprezy?

- megaobcisle spodnie i wylewajace sie na wierzch, prezentowane z duma brzuchy.
- ew. spodniczka szerokosci szaliczka i brak bielizny ;)
- skora biala jak sciana pokryta trylionem ledwo widocznych piegow
- krzywe zeby

no i tyle ;)
-
kanagata
2006/09/15 12:32:09
Japończycy tez twierdza, że rozpoznanie Japończyka, Chińczyka i Koreańczyka to pestka- Japończycy przecież inteligencję na twarzy wypisaną mają i już! ??? chore to troche, ale cóż... co nie znaczy, że nie da się ich rozpoznać, da się, ale nie zawsze i wymaga to treningu... czyli pomieszkania w skośnym kraju. a po japońsku Afroamerykanin to tez "czarny człowiek".
a czemu piszesz, żeś starym Pekinem??? ;) [chyba ze źle znaki rozumiem...]
-
2006/09/15 13:19:15
Tak się mówi, jeżeli mieszka się w Pekinie od zawsze ;) To skrót myślowy.
-
kanagata
2006/09/15 15:06:03
ok, ok;)
我是老大阪 w takim razie;) [no dobra, 3 lata temu, lol]

;)))
-
Gość: filipek, *.internetdsl.tpnet.pl
2006/09/19 21:36:09
To nie tylko Chiny mają określenia dla zagranicznych... Na Kubie mają coś a'la gringo w sąsiednim Mehiko, ale nazywa się to juma i odnosi się do wszystkich zagranicznych (gringo to usanin). Założenie: juma jest nadziany, jumę można oskubać, więc jumę się zaczepia i coś proponuje, cygara, rum, hotel, taksówkę, siebie etc. Zawszę poznają jumę... Mają jakiś szósty zmysł do tego, i to wcale nie chodzi o latino nielatino (w Hawanie mają nawet mini dzielnicę chińską). Ja choć jestem brunetem na polskie standardy tam byłem "rubio" (blondyn) - co prawda włosy trochę spłowiały od słońca ;) ale dostałbym tę plakietkę za same niebieskie oczy wg. tamtejszego znajomego.
No i ceny są wyższe dla jumy z urzędu. Czasem negocjowalne, jeśli produkt lub usługa nie jest legalna, lub legalna jest tylko częściowo, czasem nie - przykładowo, mecz baseball'a - 1 cuc dla turysty, 1 peso dla miejscowego (mają tam 2 waluty, cuc to coś jak niegdyś u nas bony towarowe, mniej więcej tyle co dolar, nazywa się to peso convertible i jest ok. 24 razy droższe od normalnego cuban peso), wstęp do museo de la revolution - 4,5 cuc dla turysty, 3 peso dla miejscowego, itd.
-
anuszka_ha3.agh.edu.pl
2006/10/07 15:30:47
Co za fajny blog. Gratulacje.

Dopiszę się do tego starego już wpisu, bo mnie akurat szokuje, że dla wielu ludzi otwarte mówienie o różnicach w dośćwyglądzie poszczególnych narodowości to coś złego.

W trakcie podróży po świecie lubię znajdywać cechy wizualne, którymi odróżniają się od siebie ludzie różnych narodowości. Oczywiście to cechy statystyczne, u jednego wyraźniejsze, u innego mniej, ale są! Uwielbiam zwłaszcza duże lotniska - bawię się tam w zgadywanie kto skąd pochodzi.

Jeśli chodzi o różnice w wyglądzie Niemców i Rosjan - nie ma sprawy, mogę podać, jeśli jeszcze ktoś potrzebuje tej ważkiej informacji. ;-) W każdym razie zaręczam, że da się je całkiem łatwo określić, chociaż nie wszyscy Rosjanie ani nie wszyscy Niemcy pasują do nich. Istnieją oczywiście Niemcy o wyglądzie typowych Rosjan i vice versa...